Atopowe zapalenie skóry – moja historia, część I

Atopowe zapalenie skóry – moja historia, część I

Dzisiaj chcę przedstawić moją historię atopowego zapalenia skóry. Jeszcze parę dni temu byłam święcie przekonana, że AZS mam od dzieciństwa, jak i większość osób chorujących na egzemę, ale okazało się, że to nieprawda. Otóż jako niemowlak czy dziecko nie miałam problemów ze skórą. Chorowałam na spastyczne zapalenie oskrzeli i przez to w wieku 3 lat miałam wykonane pierwsze testy alergiczne i oznaczenie poziomu całkowitego IgE. Okazało się, że przewyższa on ponad trzykrotnie poziom dla danego wieku. W testach nie wykazano u mnie alergii na badane składniki, przynajmniej z tego, co udało mi się rozszyfrować. Były to testy z krwi, oznaczające IgE specyficzne względem grzybów pleśniowych, kurzu domowego, piór gęsich oraz mixu pokarmowego (mleko, mąka pszenna, białko jaja, soja, ryby, dorsz, orzeszki ziemne).  Moja skóra w okresie dzieciństwa wyglądała dobrze, nie działo się z nią nic złego.

 

Dopiero gdy miałam około 8-9 lat zaczęły pojawiać się jakieś zmiany, umiejscowione w zgięciach łokciowych, czy między palcami. I z tym mam związane pierwsze wspomnienie, jeśli chodzi o problemy skórne – czyli smarowanie tych obszarów masłem shea na noc. Pamiętam, że mocno swędziały mnie zwłaszcza te miejsca między palcami i wstydziłam się tych plam, były czerwone, mocno suche i czasem sączył się z nich płyn. Nie pamiętam, żebym miała zmiany na pozostałych obszarach ciała. W wieku 9 lat miałam wykonane testy alergiczne punktowe, czyli takie nakłuwane na skórze. Nie wykazały alergii na żaden z badanych składników. Badano: mleko krowie, jajko kurze, mięso, mąkę pszenną, mąkę żytnią, roztocza, pleśnie, trawy, drzewa, sierść zwierząt, pióra, seler, pomidor, jabłko, owoce cytrusowe, kakao, orzech laskowy, orzech ziemny. W podstawówce i w gimnazjum co tydzień miałam zajęcia na basenie. Teraz już wiem, że chlorowana woda nie jest korzystna dla skóry atopika, ale może to i dobrze, że moi rodzice nie wypisywali mi wiecznych zwolnień z basenu. Może to dobrze z dwóch względów – nie odstawałam przez to od moich kolegów z klasy, a po drugie problemy ze skórą w tamtym okresie były minimalne, więc być może w pewien sposób regularne wizyty na basenie „hartowały” moją skórę na przyszłość. Swoja drogą bardzo lubię pływanie. Chyba już w gimnazjum był jeden raz, kiedy mama wypisała mi zwolnienie na basen z przyczyną „zaostrzenie AZS”. Niestety nauczycielka nie miała pojęcia, o co chodzi, jednak zaakceptowała zwolnienie (co prawda ze strojeniem min ;p).

 

Sądząc po wynikach badań pod koniec gimnazjum wystąpiło u mnie nieduże zaostrzenie choroby. Właśnie wtedy trafiłam do mojej ulubionej pani alergolog, do której chodzę do dziś. Kiedyś opowiem, dlaczego jest moim ulubionym lekarzem i dlaczego jeżdżę do niej specjalnie do rodzinnego miasta, zamiast poszukać sobie kogoś bliżej. Pamiętam, że miałam wtedy zmiany pod pachami i oburzyłam się, jak moja pani doktor zaleciła m.in., że mam się nie golić póki co pod pachami. No jak to tak ;d Wtedy miałam wykonane po raz pierwszy testy skórne na plecach, gdzie nakłada się alergeny na 3 dni na skórę. Ze składników z zestawu alergologa test wykazał jedynie alergię kontaktową na tiomersal, czyli konserwant zawierający rtęć, używany np. w szczepionkach, czy płynach okulistycznych. Nigdy nie trafiłam na niego w składach używanych kosmetyków. Dodatkowo pani alergolog poprosiła, żebym przyniosła wszystkie kosmetyki, które używam i też nałożyła mi je na plecy. Otóż okazało się, że prawie wszystkie mnie uczulały – żel pod prysznic, szampon nr 1, szampon nr 2, balsam do ciała, żel do mycia twarzy. Był to zwykłe drogeryjne kosmetyki, nawet nie dedykowane do skóry wrażliwej. W związku z tym, że okazało się, że takie kosmetyki mnie uczulają, a z drugiej strony nie stwierdzono uczulenie na żaden konkretny składnik kosmetyków, zaczęłam dużo ostrożniej dobierać kosmetyki. Przerzuciłam się na takie dla skóry wrażliwej lub dla niemowląt lub dzieci.
W liceum moja skóra trzymała się dosyć dobrze. Czasem coś się pojawiało między palcami dłoni, ale parokrotne posmarowanie sterydem działało. Nie brałam żadnych leków, doraźnie smarowałam zmiany Elocomem najczęściej, a do pielęgnacji skóry używałam raczej zwyczajnych kosmetyków do skóry wrażliwej, chociaż trzymałam się tych już sprawdzonych, nie miałam pojęcia o czytaniu składów, o wpływie diety na skórę i wpływie masy innych czynników, ale mimo to moja skóra wyglądała dobrze.

 

Potem rozpoczęłam studia, co wiązało się z wyprowadzką do innego miasta i przez pierwsze 3 lata studiów stan mojej skóry był taki, jak w liceum, czyli dobry, z niewielkimi zmianami pojawiającymi się, co jakiś czas, łatwymi do opanowania. Wraz z czwartym rokiem studiów (rok 2013) przeprowadziłam się do innego mieszkania w innej dzielnicy, zaczęłam też trochę kombinować z nowymi kosmetykami, bo jako młoda kobieta chciałam potestować nowe rzeczy, nowe zapachy itd, a nie ciągle używać tego samego. Wspominam o tym wszystkim, bo być może w jakiś sposób przyczyniło się to do kolejnych zdarzeń z moją skórą. Może coś w nowym mieszkaniu było inne niż wcześniej, może inna dzielnica wiąże się z inną jakością wody, może wcześniej mieszkanie wynajmowali ludzie z jakimiś zwierzętami… Podejrzewałam nawet klej do tapet ;p Może przyczynił się stres związany z końcem studiów pierwszego stopnia i różnymi decyzjami z tym związanymi. Prawdopodobnie udział mogły mieć też moje eksperymenty z kosmetykami. I tak pod koniec 2013 roku zaczęło dziać się bardzo źle z moją skórą.

 

Dalsza część mojej historii AZS przedstawię w jednym z kolejnych wpisów. Jestem ciekawa jak u Was zaczęło się atopowe zapalenie skóry? Czy też tak jak ja w dzieciństwie nie mieliście z nią problemów? Dajcie znać w komentarzach 🙂

 

Zachęcam też do polubienia mojego blogowego profilu na Facebooku, ponieważ wrzucam tam dodatkowe treści, ciekawe linki itp. Link do profilu znajdziecie w prawej kolumnie bloga (mam nadzieję, że już się nie rozjeżdża i nie pojawia się pod główną częścią).

 

Na drugą część mojej historii atopowego zapalenia skóry zapraszam TUTAJ.
O moim leczeniu biologicznym Dupilumabem można przeczytać TUTAJ oraz TUTAJ

Jeżeli spodobał Ci się ten post i uważasz, że może komuś się przydać, udostępnij go proszę:


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.